Archiwa tagu: zmiany

Tymek, Samoś i Inaczek

Był sobie raz chłopiec o imieniu Tymek. Najbardziej lubił on wszystko to, co już dobrze znał: swoich rodziców, swój dom, swojego przyjaciela Kubę, stare trampki, które już go trochę cisnęły w palce, miodowe płatki z mlekiem na śniadanie, Panią Basię z przedszkola i drogę przez las, którą co rano jeździł z tatą… no i jeszcze najbardziej lubił pewnego stworka, który zawsze mu towarzyszył. To był taki mały, śmieszny stworek, którego wygląd, głos i nawet zapach Tymek znał już na pamięć. Gdy Tymek widział tego stworka, to czuł się bardzo dobrze i bezpiecznie. Ten stworek miał takie długie imię … zaraz zaraz, muszę sobie przypomnieć, co to za dziwne imię… Aha już wiem, ten stworek miał na imię: TAK SAMO JAK ZAWSZE. Nie przesłyszałeś się, to właśnie jego imię: TAK SAMO JAK ZAWSZE. Żeby było łatwiej, będziemy go nazywać w skrócie SAMOŚ.

Samoś towarzyszył Tymkowi już od rana w czasie śniadania, gdy Tymek jadł swoje ulubione płatki miodowe. Później jechał z nim i z tatą do przedszkola, tą samą co zwykle drogą przez las. Gdy docierali na miejsce, Samoś szybko biegł przed nimi, żeby zawołać ulubioną Panią Basię i sprawdzić, czy na pewno jest już Kuba. Gdy już to zrobił, Tymek mógł razem z nim iść do swojej najlepszej w całym przedszkolu sali. Przez cały czas Tymek starał się mieć na oku Samosia, bo przy nim czuł się bezpiecznie. Gdy zbliżał się podwieczorek, Samoś dawał znać, że już za chwilę przyjdzie mama zabrać Tymka do domu. Tymek od tego momentu czekał już gotowy do wyjścia.

Ale pewnego dnia wszystko od początku zaczęło się jakoś dziwnie. Tymek wstał rano na śniadanie. Wygodnie rozsiadł się na swoim krześle w kuchni i już chwytał za łyżkę, gdy … ojej! W misce zamiast miodowych płatków była owsianka! Rozejrzał się niepewnie dookoła i nagle zobaczył, że zamiast jego ukochanego stworka o imieniu TAK SAMO JAK ZAWSZE, na drugim krześle siedzi jakiś zupełnie inny stworek. Ten stworek chciał się przywitać z Tymkiem, ale chłopiec odrazu go wygonił przez okno (nie martw się, takie stworki nie mają kości jak ludzie, są takie bardziej gumowe, więc nic mu się nie stało, gdy wyskoczył przez okno). Tymek zaniepokoił się, że nie ma Samosia i wcale nie miał ochoty na owsiankę.

Po nieudanym śniadaniu Tymek wsiadł z tatą do auta, żeby pojechać do przedszkola. Tata powiedział, że pojadą dziś inną drogą, bo musi jeszcze wstąpić na chwilę do Pana Bartka i coś załatwić. Tymek otworzył oczy ze zdumienia. Chciał coś powiedzieć do Samosia, ale jego nie było, a na jego miejscu siedział znów ten inny stworek. Tymek uchylił szybę auta i kazał mu zmykać. Wcale go nie obchodziło, że Stworek uśmiechał się do niego i wyciągał rękę na przywitanie. Był już bardzo zaniepokojony. Przez całą drogę wiercił się niespokojnie i kopał nogami w przedni fotel, tak że aż tata zerkał na niego lekko zdenerwowany.

Ale to jeszcze nie koniec. W przedszkolu stała się rzecz dla Tymka najstraszniejsza. W korytarzu nie przywitała go ulubiona Pani Basia tylko Pani Ela, nigdzie nie widział też Kuby a zamiast Samosia … no nie … to znowu ten dziwny stworek, czego on tu chce?! Tego już Tymek nie wytrzymał. Rozpłakał się z całych sił i za nic w świecie nie chciał wejść do sali. Tata i Pani Ela patrzyli zdumieni. Stworek chciał pocieszyć Tymka i podszedł do niego, ale wtedy Tymek nakrzyczał na niego:

– Idź sobie, nie chcę cię tu, nie lubię cię!

Stworek cofnął się zasmucony i wystraszony, a Tymek uciekł do kąta. Tata podszedł do niego i mocno go przytulił. A potem cichutko rozmawiał z nim przez chwilę. Nikt nie słyszał o czym. Może Ty się domyślasz, co tata mógł powiedzieć Tymkowi? To musiało być coś bardzo ważnego i coś bardzo mądrego, bo potem Tymek zgodził się porozmawiać z tym innym stworkiem.

Stworek przedstawił się Tymkowi:

– Nazywam się INACZEJ NIŻ ZWYKLE, ale możesz na mnie mówić INACZEK. Jeszcze się nie znamy, ale bardzo chciałbym cię poznać i powoli się z tobą zaprzyjaźnić, jeśli mi na to pozwolisz.

Tymek patrzył na niego nieufnie, więc Inaczek znów się odezwał.

– Powiedziałeś, że mnie nie lubisz, ale przecież jeszcze mnie nie znasz. Jeśli dasz mi       szansę, może się okazać, że ja też jestem fajny. Będziesz mógł mnie polubić tak jak Samosia.

Tymek zauważył, że stworek jest trochę zasmucony. To pewnie przez to, że tak na niego nakrzyczał.

– Dziś nie ma Pani Basi i Kuby. – Powiedział zmartwiony Tymek.

– To może dasz szansę Pani Eli i innym kolegom? – Zapytał Inaczek. – Oni też mogą być fajni. A przecież Pani Basi i Kuby też kiedyś nie znałeś. Musiałeś dać im szansę, żeby ich poznać.

Tymek zastanowił się prze chwilę.

– No dobrze, spróbuję. – Powiedział w końcu. Potem spokojnie już pożegnał się z tatą i wszedł do sali razem z Panią Elą.

Inaczek okazał się być sympatycznym i pomocnym stworkiem. Pomógł Tymkowi poznać nowych kolegów, z którymi wcześniej chłopiec się nie bawił. Pani Ela też była miła. Tymek czuł się dobrze, mimo że nie było przy nim Samosia. Pomyślał nawet, że jutro rano spróbuje na śniadanie owsianki.

Maszyna do szczęścia

W pewnym pięknym, małym domu pośród wielu innych sprzętów mieszkała sobie niewielka maszyna produkująca szczęście. Tak, właśnie tak, maszyna ta wytwarzała szczęście. Wszystkie jej elementy dzielnie i wytrwale pracowały i dzięki temu w całym domu powietrze było pełne szczęścia. Czuły to wszystkie mieszkające tam sprzęty. W domu i wokół niego słychać było radosny śmiech i czuć było otulające ciepło. Najważniejszymi elementami maszyny, które ją napędzały, były trzy zębate koła: duże prawe koło, duże lewe koło i jedno małe kółko. Tylko dzięki zgodnej pracy tych trzech kół maszyna mogła wytwarzać szczęście. Każdy ruch jednego z kół sprawiał, że ruszały się też pozostałe. Szczególnie dwa duże koła, które bardzo dobrze się znały, musiały starać się zgodnie pracować i pomagać mniejszemu kołu.

Niestety z czasem te dwa większe koła coraz trudniej dogadywały się ze sobą. Zamiast kręcić się tak, by wspólnie napędzać produkcję szczęścia, każde z kół miało inny pomysł na to, w którą stronę i jak szybko się kręcić. Małe koło zupełnie nie wiedziało, którego z większych kół ma teraz słuchać i jak ma się kręcić. Po pewnym czasie każde z kół czuło się bardzo nieszczęśliwe, a najbardziej nieszczęśliwe było małe kółko. Maszyna nie mogła już produkować szczęścia. W domu i wokół niego panowała teraz nieprzyjemna cisza, którą czasami przerywał krzyk lub płacz, a zamiast przyjemnego ciepła w powietrzu hulał zimny wiatr.

– Tak już dłużej być nie może. – Powiedziały w końcu duże koła do siebie. – Nie potrafimy już razem tworzyć szczęścia.

I po długiej, długiej rozmowie postanowiły, że lewe koło odłączy się od maszyny. Małe kółko było okropnie smutne z tego powodu. Bardzo lubiło wspólnie pracować i z prawym kołem i z lewym.

– Czy to moja wina? – Pytało małe kółko? – Czy źle pracowałem i przeze mnie maszyna już nie działa?

Ale dwa duże koła wytłumaczyły mu, że nie jest to wcale jego wina, że to one nie potrafią już razem dobrze pracować. I tak największe, lewe koło odłączyło się od maszyny. Teraz małe kółko i duże, które pozostało, próbowały razem zgodnie pracować. To duże starało się ze wszystkich sił, by zastąpić koło, które się odłączyło. Czasami brakowało mu sił, by pracować aż za dwa koła, a i małe kółko nie zawsze chciało z nim zgodnie współpracować.

Aż w końcu pewnego dnia, duże koło powiedziało do małego:

– Bardzo lubię z tobą razem pracować. A Niedawno spotkałam inne duże koło, które też bardzo polubiłam i chciałabym, żeby do nas czasami dołączyło, tak na próbę, żeby zobaczyć, czy uda nam się razem wytworzyć trochę szczęścia.

Małe koło było trochę ciekawe tego nowego dużego koła, a trochę złe, że jakieś obce koło ma z nimi razem pracować, ale z ciekawości zgodziło się, by to nowe koło mogło do nich czasami dołączyć i pomóc im trochę.

Na początku małe koło było nieufne i nie zawsze chciało współpracować z nowym dużym kołem, choć to nowe starało się bardzo być dla niego miłe. Ale z czasem powoli te dwa koła także się polubiły. I wtedy duże prawe koło powiedziało do małego:

– Wiesz, bardzo bym chciała, żeby to nowe koło dołączyło do nas już na zawsze i było częścią naszej maszyny.

Małe koło czuło, że tak się kiedyś stanie, ale nie wiedziało, czy jest na to całkiem gotowe. Miało też mnóstwo pytań na ten temat:

– Ale jak to? To teraz będziemy mieć nowe lewe koło? A co z naszym poprzednim lewym kołem? Mam mówić na tego nowego “Lewe Koło” tak samo jak do naszego poprzedniego lewego koła? Przecież to nowe koło nie jest z naszej maszyny, jak mam z nim współpracować? To wszystko jest bardzo skomplikowane.

Małe koło czuło się bardzo zagubione i zupełnie nie wiedziało, jak się odnaleźć w tej nowej sytuacji. Prawe duże koło wyjaśniło małemu, że może mówić do tego nowego tak, jak będzie chciało i że to nowe lewe koło wcale nie chce zastąpić tego poprzedniego, że będzie zupełnie innym kołem, które spróbuje z nimi wytworzyć szczęście.

I w końcu któregoś dnia, to nowe duże koło dołączyło już na zawsze do maszyny. I ze wszystkich sił starało się pomóc małemu kołu, żeby mogli razem zgodnie współpracować. Było dla niego życzliwe i serdeczne. Poprosiło też, żeby dali sobie trochę czasu na to, żeby dobrze się poznać i nauczyć wspólnej pracy. Małe koło widziało i czuło, że to nowe duże bardzo się stara. Widziało też i czuło, że prawe duże koło jest teraz szczęśliwe.

Po pewnym czasie małe koło uwierzyło, że razem mogą zacząć znów wytwarzać szczęście. I tak też się stało. Powoli koła uczyły się siebie nawzajem, coraz lepiej wiedziały, jak się poruszać, by zgodnie pracować. Wkrótce w małym, pięknym domu znów słychać było śmiech, a w powietrzu unosiło się ciepło. Choć w maszynie zmieniły się elementy, to nadal była przecież maszyną produkującą szczęście, a dzięki temu, że każdy z jej elementów bardzo się starał zgodnie pracować z innymi, to szczęścia było wokół coraz więcej.