Wszystkie wpisy, których autorem jest Gosia

Od nasionka do drzewa

Ta zabawa, choć tak prosta, zawiera w sobie coś bardzo cennego… Dotyk – delikatny, czuły, pielęgnujący – bo przecież chodzi o delikatne, małe nasionko. Bliskość, kontakt fizyczny, angażowanie wyobraźni i zmysłów, by poczuć zapach i dotyk ziemi, krople deszczu, lekki podmuch wiatru, ciepło promieni słonecznych… Poczuć siłę, która pozwala rosnąć jak silne i stabilne drzewo. I dzieje się to w relacji – między rówieśnikami w grupie, rodzeństwem w domu lub rodzicem i dzieckiem… Relacji, w której nawzajem się o siebie troszczymy i okazujemy życzliwość.

W zabawie jedna osoba będzie nasionkiem, druga ogrodnikiem (gdy jest więcej osób, mogą podzielić się zadaniami ogrodnika). Odtwarzamy to, co dzieje się w narracji – ogrodnik wykonuje różne czynności, naśladuje wiatr, słońce, deszcz, wykonując nad nasionkiem różne formy „masażu”, gdy przesypuje i wygładza ziemię, naśladuje szum i ruch wiatru, dotyk promieni słonecznych, kropli deszczu. Nasionko powoli wyrasta z ziemi, rośnie coraz wyżej, rozkłada ramiona, częstuje ogrodnika owocami, rozkłada nad nim swoje gałęzie, żeby mógł się pod nimi schronić i odpocząć. W narracji można dowolnie „płynąć” i rozbudowywać ją, pozwalając wyobraźni tworzyć, a zmysłom doświadczać 🙂

Było sobie raz maleńkie nasionko. Pewien ogrodnik postanowił je zasadzić, gdyż czuł, że wyrośnie z niego coś bardzo cennego. Wsadził nasionko do ziemi. Przesypał nad nim świeżą ziemię palcami, przeczesał ją, wygładził dłońmi. Jego dłonie poruszały się bardzo delikatnie, żeby nie uszkodzić nasionka. Następnie podlał ziemię chłodną wodą i pozwolił, by czas zrobił swoje. Słońce głaskało ziemię wokół nasionka swoimi ciepłymi, przyjemnymi promieniami… wiatr szumiał nad nim i gładził swoimi podmuchami… deszcz leciutko bębnił swoimi kroplami. Dzięki tej trosce i pielęgnacji nasionko miało siłę, by przebić się przez ziemię i wypuściło niewielki pęd… I znów ogrodnik naniósł świeżej ziemi, przesypał i przeczesał ją palcami, wygładził dłońmi, podlał świeżą, chłodną wodą i pozwolił, by czas zrobił swoje… I znów słońce głaskało ziemię wokół nasionka swoimi ciepłymi, przyjemnymi promieniami… wiatr szumiał nad nim i gładził swoimi podmuchami… deszcz leciutko bębnił swoimi kroplami. Dzięki tej trosce i pielęgnacji nasionko miało siłę, by z małego pędu przeobrazić się w mocniejszą łodygę, która zaczęła wypuszczać zielone liście. A ogrodnik ponownie naniósł świeżej ziemi, przesypał i przeczesał ją palcami, wygładził dłońmi, podlał świeżą, chłodną wodą i pozwolił, by czas zrobił swoje… I znów słońce głaskało ziemię wokół nasionka swoimi ciepłymi, przyjemnymi promieniami… wiatr szumiał nad nim i gładził swoimi podmuchami… deszcz leciutko bębnił swoimi kroplami. Dzięki tej trosce i pielęgnacji nasionko miało siłę, by z młodej łodygi przeobrazić się w mocne i stabilne drzewo, które wkrótce zaczęło owocować. Drzewo czuło wdzięczność dla swojego ogrodnika i chętnie dzieliło się z nim swoimi owocami. A gdy potrzebował on schronić się przed upałem lub odpocząć, rozpościerało nad nim swoje ramiona, dając bezpieczną przestrzeń. Ogrodnik kładł się na ziemi pod drzewem i odpoczywał, a przyjemny szum liści kołysał go do snu.

Gdy korzystam z tej zabawy w grupie, ciekawy jest dla mnie wybór „nasionka” – może będzie to osoba, która zazwyczaj jest gdzieś z boku grupy, trudno jest jej nawiązać relacje z rówieśnikami, ma niewiele okazji, by być z nimi w bezpośrednim kontakcie… może osoba, której trudno wyrażać swoje emocje w sposób bezpieczny dla siebie i innych… a może jeszcze ktoś inny, dla kogo doświadczenie bycia zaopiekowanym i okazującym wdzięczność będzie szczególnie ważne.

Czas – Stop

Dorośli mają zwyczaj w swoim myśleniu przeskakiwać między teraźniejszością, przyszłością i przeszłością. Rozpamiętujemy to, co było, martwimy się o to, co będzie lub gonimy za jakimś hiperważnym (lub wcale nieważnym) celem. Małe dzieci, które nie zdążyły jeszcze od nas przejąć tej „skoczności” potrafią natomiast z pasją, zacięciem i 100% zaangażowaniem trwać na jakiejś aktywności, która nam – z całym naszym rozbudowanym intelektem – wydaje się stratą czasu… ale czy na pewno? A może by tak wrócić do korzeni i zatrzymać czas na „tu i teraz”? Pozwolić, by umysł i ciało złączyły się w jakimś doświadczeniu?

Jeśli ktoś ma potrzebę, by miało to bardziej „edukacyjny” charakter, można potraktować to jako obserwacje badawcze i następnie zanotować (narysować) swoje wnioski, spostrzeżenia 😉 Efekt uboczny – koncentracja uwagi turn on 😉 Taka zabawa w naturalny sposób rozwija ciekawość, zaangażowanie, może pomóc wyciszyć gonitwę pędzących myśli lub odetchnąć po burzy emocji 🙂

Co może być „przedmiotem obserwacji”?

  • Odgłosy z własnego ciała (przed i po obiedzie?)
  • Aktywność muchy na parapecie
  • Ruchy chmur na niebie
  • Ruch bąbelków w napoju gazowanym
  • „tornado” w dzbanku z wodą
  • Wrażenia smakowe z jak najdłuższego przeżuwania rodzynki (lub czegoś innego)
  • Odgłosy domu – skrzypienia, tykania, trzaski i inne

Jakie jeszcze pomysły znajdziecie?

Ciekawe, na jak długo dzieci wsiąkną w te aktywności 🙂

Słoik pełen emocji

Po całym dniu pełnym różnych emocji możecie zebrać je wszystkie do słoika. Emocjami mogą być kulki plasteliny, bibuły, pomalowane kamyki lub co tam chcecie 🙂 Każdej emocji, odczuciu jakie pojawi się w waszej świadomości możecie przyporządkować kolor i zrobić własną legendę. Kulki mogą różnić się wielkością, można ich wrzucić więcej niż jedną lub wcale oczywiście – w zależności jak silna była dana emocja, przeżycie lub jak często się pojawiała. Może pojawią się też emocje szczególnie trudne i „niechciane”, jak np. bezsilność. Spróbujcie po prostu im się przyjrzeć, bez oceniania – czy były dobre czy złe, potrzebne czy niepotrzebne… ważne, że po prostu były i że je zauważyliście 🙂

Moje ciało lubi…

Jest to zabawa, którą można wykorzystać razem z bajką “Przyjaciel od początku do końca“.

Rysujemy kontur człowieka, jeśli macie taki wielki papier, obrysujcie siebie (z pomocą oczywiście 😉

Wewnątrz postaci zapisujemy, co lubi moje ciało. Na zewnątrz to czego moje ciało nie lubi. Dookoła postaci możecie stworzyć „płaszcz ochronno-wzmacniający” – chroniący przed tym, czego nie lubicie i nie chcecie oraz wzmacniający wasze ciało, gdy dzieje się coś, czego nie lubicie ale czasem nie da się tego uniknąć (np. zimno, obcinanie paznokci 😉

Na nieprzyjemne dla nas rzeczy nasze ciało często reaguje napięciem, zmęczeniem, bólem itp. Gdy nasze ciało czuje się nieprzyjemnie, potrzebuje odpocząć, pomocna może być zabawa – ćwiczenie z napinaniem i rozluźnianiem mięśni (jak np. “Test spaghetti” z książki Eline Snel “Uważność i spokój żabki”).

Pełen emocji dzień niedźwiadka Eryka

Niedźwiadek Eryk uwielbiał się śmiać i zawsze chciał być radosny, bo to był bardzo przyjemny stan. Miał taką myśl, że wszyscy lubią wesołe i uśmiechnięte niedźwiedzie, dlatego zawsze gdy kogoś spotykał, uśmiechał się jeszcze mocniej.

Tego dnia słońce przyjemnie świeciło, co Erykowi bardzo się podobało. Szedł przez łąkę i nucił właśnie swoją ulubioną piosenkę o wesołej żabie, a gdy dotarł do trzeciej zwrotki, zobaczył swojego kolegę, lisa Bartka. Lis wyglądał dziś jakoś inaczej niż zwykle, skulił się w kłębek, a z oczu płynęły mu łzy.

– Cześć Bartku, pobawisz się ze mną? – Zapytał niedźwiadek.

Lis wytarł łapką oczy i odpowiedział:

– Nie mam ochoty, zostaw mnie i pobaw się sam.

– Jak to nie masz ochoty? Na zabawę zawsze ma się ochotę.

– Nie Eryku, ja teraz nie mam ochoty na zabawę. Jest mi smutno, bo inne lisy śmiały się ze mnie.

– Eeee tam, nie bądź smutny, chcę żebyś był szczęśliwy i poszedł się ze mną bawić. Popatrz na mnie, jakie to proste.

I niedźwiadek zaczął tańczyć, podskakiwać, klaskać w łapki i chichotać.

Ale lisa wcale to nie rozbawiło.

– Eryku, teraz jestem smutny. Później mi przejdzie i znów będę radosny, ale teraz nie mam ochoty się bawić i śmiać. Jeśli chcesz, możesz spróbować mi pomóc.

– A jak mam to zrobić? Może będę się bardzo głośno śmiać i bardzo wysoko podskakiwać z radości?

– To mi nie pomoże. Ale wystarczy, gdy chwilę tu ze mną posiedzisz. Nie musisz już nic więcej robić i mówić. A potem jak już spędzimy razem chwilę, to powiedz, że mnie lubisz i uśmiechnij się do mnie. To mi pomoże.

Niedźwiadek zrobił tak, jak powiedział lis i bardzo się zdziwił, że to naprawdę pomogło. Lis także się do niego uśmiechnął, a potem powiedział:

– Bardzo chętnie poszedłbym na spacer, czy pójdziesz ze mną?

– Ale mieliśmy się bawić, śmiać się i skakać. – Zawołał niedźwiadek.

– Będziemy, ale potrzebuję jeszcze trochę czasu, bądź cierpliwy. Smutek jeszcze chwilę ze mną zostanie, a potem pójdzie dalej i znów będę się cieszyć…

Chwilę szli, milcząc razem, a potem lis powiedział:

– Czuję się już lepiej. Dziękuję, że mi pomogłeś. Mogę teraz zaśpiewać z tobą piosenkę o wesołej żabie.

Szli więc razem i śpiewali, a gdy dotarli do refrenu, obaj jednocześnie krzyknęli „Ałłł!”.
To kilka małych kamyków spadło im na głowy. Z trawy wyskoczył skrzat w czerwonej czapce.

– Przepraszam. – Powiedział do nich skrzat. – Nie chciałem w was trafić. Kopnąłem kamyki ze złości, bo wilk zniszczył mój szałas, który wczoraj cały dzień budowałem, a teraz chowa się przede mną. Jak go spotkam, to tak na niego nakrzyczę, że popamięta.

Skrzat zacisnął mocno pięści i zmarszczył brwi. Nie podobało się to niedźwiadkowi, który wolał radosne spojrzenia.

– Skrzacie nie rób takiej miny, chodź z nami, będziemy się bawić, śpiewać i skakać.

– Nie mam ochoty. Teraz jestem wściekły. – Odpowiedział skrzat.

Niedźwiadek zdziwił się, bo już drugi raz tego dnia słyszał, że ktoś nie ma ochoty na zabawę. Z pomocą przyszedł mu lis:

– Eryku to normalne, że skrzat jest zły na wilka i nie ma ochoty się bawić. Nasze śmiechy i śpiewanie mu nie pomogą. Ale możemy pomóc mu naprawić szałas i spędzić z nim trochę czasu.

Niedźwiadek i lis tak właśnie zrobili. Pod koniec dnia szałas był naprawiony, a skrzat miał już lepszy humor.

– Dziękuję wam, że mi pomogliście. – Powiedział do niedźwiadka i lisa.

Niedźwiadek nie mógł się nadziwić, że lisowi i skrzatowi nie pomogły jego podskoki, tańce i głośny śmiech ale to, że po prostu z nimi był. Powiedział więc do lisa:

– Myślałem, że trzeba być zawsze radosnym, ale chyba tak nie jest.

– Oczywiście, że nie. – Odpowiedział lis. – Czasem jest nam smutno i chcemy płakać, czasem chcemy krzyczeć i tupać ze złości. Uczucia przychodzą, zostają na trochę i idą dalej.

To był bardzo ważny dzień i niedźwiadek wiele się nauczył. Miał teraz taką myśl, że nie zawsze będzie radosny, ale nie martwił się tym. Wiedział też, że ma przyjaciół, którzy będą przy nim, gdy będzie tego potrzebował.