Prawda i Kłamstwo

Dawno temu żył sobie stary król, który miał dwóch synów. Choć byli braćmi, to bardzo się od siebie różnili. Młodszy z nich starał się zawsze mówić prawdę i nikogo nie oszukiwać. Starszy często kłamał i oszukiwał. Pewnego dnia król zawołał ich do siebie i powiedział:

– Moi synowie, jednemu z was oddam wkrótce swoją koronę. Dostanie ją ten, kto lepiej wypełni zadanie, które dla was przygotowałem. Udajcie się do sąsiedniego królestwa i przynieście mi stamtąd jakiś podarek. Po drodze mogą przydarzyć wam się różne rzeczy. Niech każdy z was idzie sam swoją własną drogą. Ten który wróci pierwszy, zostanie królem.

Następnego dnia o świcie dwaj królewicze wyruszyli w drogę. Po krótkim marszu młodszy królewicz spotkał na swojej drodze wróżkę, która zapytała go, czego się boi. Królewicz, był prawdomówny, więc odpowiedział szczerze, że boi się ciemności. A gdy to mówił, jego słowa zamieniły się w nasiona, które spadły na ziemię. Wróżka podziękowała za odpowiedź i wskazała mu dalszą drogę.

Również starszy królewicz spotkał wróżkę na swojej drodze. Wróżka zadała mu to samo pytanie. Królewicz nie chciał się przyznać, że boi się czegokolwiek, skłamał więc i powiedział, że niczego się nie boi. A gdy to mówił, jego słowa zamieniły się w nasiona, które spadły na ziemię. Wróżka podziękowała za odpowiedź i wskazała mu dalszą drogę.

Po pewnym czasie młodszy królewicz zobaczył staruszkę siedzącą przy rzece. Podszedł do niej, a ona zapytała go, czy kiedykolwiek kogoś skrzywdził. Królewicz zawstydził się, ale przyznał szczerze, że nieraz mu się to zdarzyło. A gdy to mówił, jego słowa zamieniły się w nasiona, które spadły na ziemię. Staruszka podziękowała za odpowiedź i wskazała mu dalszą drogę.

Również starszy królewicz spotkał staruszkę na swojej drodze. Zadała mu ona to samo pytanie. Królewicz nie chciał się przyznać, że kiedykolwiek kogoś skrzywdził, skłamał więc i powiedział, że nigdy czegoś takiego nie zrobił. A gdy to mówił, jego słowa zamieniły się w nasiona, które spadły na ziemię. Staruszka podziękowała za odpowiedź i wskazała mu dalszą drogę.

Gdy młodszy królewicz przechodził przez most na rzece, zobaczył na drugim jego końcu małą dziewczynkę. Dziewczynka zapytała go, jaki jest jego najdzielniejszy czyn. Królewicz pomyślał chwilę i odpowiedział, że choć boi się ciemności, to pojechał kiedyś sam na nocną wyprawę nad rzekę i to jest jego najdzielniejszy czyn.  A gdy to mówił, jego słowa zamieniły się w nasiona, które spadły na ziemię. Dziewczynka podziękowała za odpowiedź i wskazała mu dalszą drogę.

Również starszy królewicz spotkał dziewczynkę na swojej drodze. Zadała mu ona to samo pytanie. Królewicz bez chwili wahania zmyślił, że zabił wielkiego, groźnego smoka i to właśnie jest jego najdzielniejszy czyn. A gdy to mówił, jego słowa zamieniły się w nasiona, które spadły na ziemię. Dziewczynka podziękowała za odpowiedź i wskazała mu dalszą drogę.

Wkrótce obaj królewicze dotarli do sąsiedniego królestwa i tam wybrali podarki dla swojego ojca. Później szybko ruszyli z powrotem do domu. Lecz choć każdy z nich wracał tą samą drogą co wcześniej, to obaj bardzo się zdziwili, bo teraz drogi te wyglądały zupełnie inaczej. Droga młodszego królewicza porośnięta była pięknymi kwiatami. Pachniały one cudnie, a ich płatki delikatnie muskały jego ręce i nogi, gdy szedł ścieżką. Kwiaty szeptały do królewicza wskazówki, którędy ma iść do domu, żeby jak najszybciej dotrzeć. Królewicz posłuchał ich i wkrótce na horyzoncie ukazał mu się pałac jego ojca.

Droga starszego królewicza porośnięta była kolczastymi krzewami. Ich długie ostre ciernie zahaczały  o jego ubranie i raniły mu ręce i nogi, gdy szedł ścieżką. Krzewy także szeptały do królewicza, którędy ma iść, żeby wrócić do domu. Królewicz posłuchał ich, lecz nie wiedział, że kłamią i prowadzą go zupełnie gdzie indziej. Jeszcze długo błądził, raniąc się o ciernie, zanim w końcu odnalazł drogę do domu.

Jego młodszy brat już dawno przywitał się z ojcem. Król obiecał, że wkrótce to właśnie on zostanie jego następcą. Król wyjaśnił też, że w zadaniu, jaki wyznaczył swoim synom wcale nic chodziło o podarek. Ważniejsze było ich postępowanie. Na swojej drodze spotkali czarodziejkę, która przybrała różne postacie – wróżki, staruszki i dziewczynki. Czarodziejka zamieniała każde ich słowo w nasiona. Ze szczerych słów wyrastały kwiaty, z kłamstw wyrastały kolczaste krzewy.

Starszy syn zrozumiał, że jego kłamstwa obróciły się przeciwko niemu. Choć wyznanie prawdy bywa czasem trudne, to kłamstwo może zranić tak jak kolec.

 

 

Dodaj komentarz