Przytulandia cz. IV

Fragmenty zaznaczone czerwonym kolorem zostały dopisane jako zaczerpnięte z rysunków przysłanych na konkurs “Przytulandia”

 

Wielka Rada Przytulasów głośno dyskutowała, co zrobić z  niebezpiecznymi Przytulasami, które mogą zagrażać całej ich krainie. Czy wygnać ich daleko na pustkowia? Czy może wsadzić na zawsze do więzienia? A co jeśli inni mieszkańcy także zaczną ich naśladować? Jeśli zaczną się na siebie złościć, smucić i będą chcieli sami spędzać czas? Ich twarze były bardzo zaniepokojone. Nagle coś przerwało ich spory. Okna w pokoju otworzyły się z hukiem i do środka wfrunęły Wróżki wraz ze swoją Królową.

– Mądry Oktawiuszu! – Krzyknęła Królowa Wróżek. – Mój motyli posłaniec przyniósł mi bardzo niepokojące wieści o dwóch uwięzionych Przytulasach. Kleofas i Albert nie zrobili nic złego. Dawno temu, przed laty przesłałam wam w darze mydlane bańki wraz z zaklęciem, które miało sprawić, że będziecie mieć więcej czasu na wspólne świętowanie i częściej będziecie się radować. Ale ktoś zepsuł moje zaklęcie, żeby zrobić wam złośliwy żart. Myślę, że wiesz, kto to zrobił.

W tym miejscu muszę ci opowiedzieć, że z Przytulandią sąsiadowała jeszcze jedna kraina. Tuż za Dudniącymi Górami znajdowało się Psotnikowo. Mieszkały tam stworzenia zwane Psotnikami. Były to bardzo złośliwe stworzonka, które uwielbiały robić innym nieprzyjemne żarty i psuć różne rzeczy. Psotniki były kiedyś zwykłymi skrzatami i zamieszkiwały Królestwo Skrzatów. Ciągle jednak robiły na złość swoim sąsiadom, aż w końcu Król Skrzatów nakazał im opuścić Królestwo. Wtedy stworzyły swoją własną krainę i zaczęły wymyślać coraz bardziej złośliwe żarty.

Psotniki nie potrafiły czarować i tworzyć zaklęć, ale bardzo zazdrościły tego Wróżkom. Znały za to różne drobne sztuczki, których nauczyły się jeszcze w Królestwie Skrzatów. Skrzaty często pomagały Wróżkom przy tworzeniu zaklęć i znały ich niektóre tajemnice. Jednak Psotniki zamiast pomagać, wykorzystywały tą wiedzę w złych celach. Czasami wykradały Wróżkom różne zaklęcia i majstrowały przy nich, żeby zamienić je w złośliwe żarty. Dawno temu, gdy Wróżki wysłały zaczarowane bańki do Przytulandii, Psotniki wykradły kilka baniek i zepsuły zaklęcie. Stary orzeł widział, że Psotniki majstrują przy bańkach, ale nie wiedział, jakie będą tego skutki.

Królowa Wróżek opowiedziała o tym wszystkim Wielkiej Radzie i poprosiła, żeby jak najszybciej uwolnić Alberta i Kleofasa oraz żeby wszyscy mieszkańcy Przytulandii zgromadzili się na Fiołkowym Wzgórzu. Wiedziała, że musi naprawić dawne zaklęcie zepsute przez Psotników.

Natychmiast rozdzwoniły się dzwony, wzywając wszystkich na wzgórze. Przytulasy dawno już nie słyszały tego dźwięku w swojej krainie, ale wiedziały, że dzieje się coś ważnego i że muszą natychmiast udać się na miejsce spotkania.

Albert i Kleofas z niepokojem szli na wzgórze. Zastanawiali się, czy spotka ich jakaś kara. Gdy już wszyscy mieszkańcy stanęli obok siebie na Fiołkowym Wzgórzu, Królowa Wróżek jeszcze raz opowiedziała im, o tym, co się wydarzyło. Zwróciła się też do Alberta i Kleofasa, mówiąc, że nie zrobili nic złego. Pozostałe Przytulasy zawstydziły się teraz, że tak potraktowały swoich przyjaciół. Przytulas Marcel powiedział nieśmiało, że bardzo jest mu przykro z powodu zagubionej książki Kleofasa i że spróbuje ją odnaleźć. Przytulas Klemens przeprosił Alberta za to, że nie potrafił mu współczuć z powodu słowika. Ktoś inny cichutko dodał, że ma już dość ciągłego uśmiechania się i przytulania i bardzo go to denerwuje.

Królowa Wróżek poprosiła wszystkich o ciszę. Szeptem wypowiedziała jakieś słowa i wtedy jedna z mydlanych baniek sfrunęła z nieba, prosto w jej ręce. Królowa przez chwilę gładziła bańkę dłońmi i wciąż szeptała coś, czego nikt nie słyszał. Delikatnie wypuściła bańkę z rąk. Wtedy wszystkie mydlane bańki, które płynęły spokojnie po niebie zaczęły wirować wokół własnej osi i cicho brzęczeć. Wydawało się, że zaraz pękną i rozprysną się na zawsze, ale tak się nie stało. Po chwili bańki uspokoiły się. Przytulasy otwierały szeroko buzie ze zdziwienia. Królowa Wróżek odezwała się ponownie:

– Jak wiecie te piękne motyle, które często fruwają nad waszym wzgórzem, potrafią odgadnąć, o czym ktoś myśli. Dzięki nim wiem, że nie wszyscy się lubicie i że wielu z was tęskni za swoimi dawnymi zajęciami oraz odrobiną samotności. Przez złośliwe sztuczki Psotników zapomnieliście o tym, ale teraz już możecie być tacy jak dawniej.

Przytulasy niepewnie rozejrzały się dookoła. Wielu z nich poczuło, że jest im bardzo ciasno w tym tłumie i delikatnie zaczęli odsuwać się od siebie. Ci którzy wcześniej ściskali mocno rękę sąsiada, poczuli się nieco zakłopotani. Powoli mieszkańcy Przytulandii zaczęli rozchodzić się do swoich domów. Czuli się tak jakoś dziwnie, ale bardzo dobrze i swobodnie. Po powrocie rozsiedli się wygodnie w swoich fotelach. Niektórzy ze smutkiem spoglądali na zakurzone książki, modele statków, albo figurki zwierząt, które od lat leżały zapomniane. Inni spoglądali przez okno w dal, nieśmiało planując wyprawę w dalekie, nieznane strony.

Przez najbliższe dni Przytulasy czuły się jeszcze dość nieswojo po ostatnich wydarzeniach, na szczęście wielkimi krokami zbliżało się Święto Wróżek i trzeba było rozpocząć przygotowania. Każdy skupił się więc na swoim zadaniu, jakie miał do wykonania. Jak co roku miały przybyć wszystkie Wróżki wraz ze swoją Królową, trzeba więc było przygotować dla nich wiersze i piosenki, upiec rogale, torty i babeczki, ozdobić wzgórze, staw i las. Było mnóstwo pracy. Albert i Kleofas także uczestniczyli w przygotowaniach. Inne Przytulasy starały się teraz być dla nich bardzo miłe.

Gdy już nadszedł dzień Święta Wróżek, mieszkańcy Przytulandii jak zawsze zgromadzili się na Fiołkowym Wzgórzu. Wszyscy byli uśmiechnięci, ale coś się jednak zmieniło. Niektóre Przytulasy starały się delikatnie odsunąć od innych, rozprostować ręce i nogi, czuły się jakoś nieswojo, gdy inni mocno się do nich przytulali, ściskali ich za szyję i za ręce.

Tymczasem przybyły już wszystkie Wróżki wraz z Królową oraz wszystkie leśne zwierzęta. Wielka Rada Przytulasów serdecznie przywitała gości i świętowanie rozpoczęło się na dobre. Był ogromny jagodowy tort, była muzyka żabiego chóru, a Przytulasy z Klubu Wierszy i Piosenek zaprezentowały swoje utwory na cześć Wróżek. Niektóre Przytulasy ruszyły do tańca, tupiąc radośnie nogami. Inne niepewnie stały z boku. Choć wcześniej wszyscy razem hucznie świętowali, to teraz niektórzy woleli stać i spokojnie rozmawiać z najbliższym sąsiadem.

Królowa Wróżek widziała, że nie wszyscy czują się dobrze. Gdy żabi chór zakończył jedną ze swoich skocznych piosenek. Królowa wystąpiła na środek polany i poprosiła wszystkich o ciszę.

– Moje kochane Przytulasy. – Powiedziała. – Ostatnie zaklęcie, które wam podarowałam, niestety przysporzyło trochę kłopotów. Choć oczywiście maczały w tym palce Psotniki. Jestem wam więc winna nowy podarunek.

Królowa klasnęła w dłonie i nagle z nieba zaczęły spływać do nich mydlane bańki.

– Niech każdy Przytulas znajdzie dla siebie bańkę mydlaną na tyle dużą, żeby czuć się w niej dobrze i swobodnie. – Mówiła dalej Królowa. – Kto lubi być blisko innych może wybrać maleńką bańkę, a kto potrzebuje wokół siebie więcej miejsca, niech wybierze dużą, bańkę.

Przytulasom spodobał się ten pomysł. Każdy z nich zaraz poszukał odpowiedniej dla siebie bańki. Albert z zachwytem myślał o tym, że dzieje się tak, jak w jego śnie i szczypał się po ręce, żeby się upewnić, czy znów nie śni.

Od tej pory w Przytulandii można było zobaczyć niesamowite widoki, mnóstwo kolorowych, przezroczystych baniek poruszających się ulicami miasta, a w każdej bańce siedział Przytulas. Niektórzy zamieszkali w maleńkich bańkach, tak że można było podejść do nich bardzo blisko, gdyż lubili oni być blisko innych. Część Przytulasów znalazła dla siebie większe bańki, żeby mieć dużo miejsca dla siebie i czuć się bezpiecznie i swobodnie.  W dniu Święta Wróżek Przytulasy ustaliły też, że codziennie o godzinie 17:00 wszyscy będą spotykać się na Fiołkowym Wzgórzu, żeby wspólnie spędzać czas. Pozostałą część dnia będą przeznaczać na swoje własne zajęcia.

Od tej pory można było zobaczyć Przytulasów pojedynczo. Jeden siedział w ogródku i czytał książkę, drugi łowił ryby, trzeci sprzątał mieszkanie. Czasem dwoje sąsiadów spotkało się, chwilę porozmawiało, każdy w swojej bańce. Gdy spotkały się Przytulasy w małych bańkach, mogli podejść bardzo blisko do siebie, a nawet się przytulić, jeśli mieli na to ochotę. Czasem szeptali coś do siebie, klepali z zadowoleniem po plecach. Gdy spotkały się Przytulasy w dużych bańkach, mówili sobie grzecznie dzień dobry, kiwali głowami, mogli przez chwilę porozmawiać o tym, jaka piękna dziś pogoda, a potem odchodzili, każdy w swoją stronę. Gdy Przytulas w małej bańce spotkał się z Przytulasem w dużej bańce, musiał uszanować, że tamten Przytulas potrzebuje więcej przestrzeni. Niektóre Przytulasy szczególnie mocno się lubiły. Gdy się spotkały, nawet jeśli oboje mieli dużą bańkę, zmniejszali ją, żeby móc podejść bliżej siebie albo zupełnie wychodzili na zewnątrz ze swoich baniek, żeby się uścisnąć i przytulić. Okazało się też, że niektóre Przytulasy się nie lubią. Gdy widzieli się z daleka, dmuchali mocno w swoje bańki, żeby zrobiły się większe. A gdy się mijali, mówili tylko dzień dobry i szli dalej. Czasem zdarzały się też kłótnie i spory. A gdy jakiś Przytulas miał zły humor, i nie miał ochoty z nikim rozmawiać, wtedy też powiększał swoją bańkę, żeby mieć wokół siebie więcej miejsca. Do przytulasowych serc powróciły różnorodne barwy, które zmieniały się tak jak pogoda, czasem były słoneczne, czasem ponure.

Przytulasy miały teraz czas na własne zajęcia i czuły się swobodnie w swoich bańkach. A każdego dnia o godzinie 17:00 na Fiołkowym Wzgórzu wszyscy spotykali się ze sobą. Niektórzy wychodzili wtedy ze swoich baniek, żeby usiąść blisko siebie. Inni zostawali w swoich bańkach i po prostu rozmawiali ze sobą. Przytulasy były szczęśliwe, bo każdy z nich miał teraz czas dla siebie, a gdy się spotykali wszyscy razem, mieli sobie o czym opowiadać.

Nad Fiołkowym Wzgórzem do dziś każdego dnia unoszą się wesołe rozmowy i śmiechy Przytulasów siedzących w swoich mydlanych bańkach. To naprawdę niesamowity widok. Gdy tylko będziesz kiedyś wędrować w tamte strony, zajrzyj koniecznie do Przytulandii. Na pewno znajdzie się i dla ciebie jakaś wygodna mydlana bańka, mała lub większa, jak wolisz.

 

Dodaj komentarz